piątek, 22 sierpnia 2014

#6

Oszalałem? Oniemiałem. 
Słowa to za mało....
Jak rozpoznać miłość mam, skoro wcześniej nie kochałem?


Andreas
     ***


Wiatr doszczętnie masakruje moje i tak już odpowiednio rozczochrane włosy, gdy dociskam gaz do dechy i pod osłoną zapadającego zmierzchu gnam w stronę centrum miasta, skąd mam odebrać Brigitte. Targam je zniecierpliwionymi palcami, bo co jakiś czas wpadają mi do oczu, a to wyraźny sygnał, że powinienem je ściąć. Chrzanić to — mówię sobie, mijając na czteropasmówce rozpędzoną taksówkę i mierząc młodą pasażerkę spojrzeniem, które z pewnością sprawi, że jeszcze przez kilka minut mnie nie zapomni. — Panienki takie lubią. Śmiem twierdzić, że być może nie zapomni mnie przez dłuższy czas, ponieważ niemal natychmiast odpowiada nieśmiałym uśmiechem, spuszczając wzrok i ponownie zerkając, zanim zostawiam ich w tyle...
Postanawiam więc, że włosy zostają w takim stanie jakim są, czyli długie, jaśniejsze od słońca i w kompletnym nieładzie. Wyglądam dobrze i nie mam zamiaru wpadać w przesadną skromność. Mógłbym tak robić, gdybym dostał w przydziale twarz Wanka lub co najmniej jego nos. Żal mi brzydkich ludzi, ale co w takim razie mam zrobić? Każdego szkoda...
Poziom hormonów wzrasta mi zdecydowanie, gdy GPS podaje, że nie zostało już dużo drogi. W głowie szaleją myśli — ile razy zdążymy to zrobić, zanim będę musiał odwieźć ją z powrotem? Nie martwię się o swoją wydolność, bo ta jest nieograniczona, ale dziewczyna zdecydowanie potrzebuje odpoczynku, a to zwykła strata czasu. Nie planuję dłuższego związku, choć w tej blondynce jest coś, co mnie niezmiernie kręci i pociąga. Już dawno nikt tak na mnie nie działał, choć... Nie, stop. Prawie zapomniałem! W ułamku sekundy łapię się na tym, że nagle stanęła mi przed oczami twarz pewnej poobijanej i marnie wyglądającej brunetki. Kierownicą szarpie na bok i muszę lekko przyhamować. Co... do... licha?!
Ta dziewczyna... Romy, wyglądała dziwnie. Cała była dziwna z tym swoim milczeniem i tajemniczymi spojrzeniami. To mnie zdenerwowało i... zaintrygowało. Co było z nią nie tak? Myślałem o niej przez resztę popołudnia, choć obiecywałem sobie, że tego nie zrobię. Ilekroć wracała do mojej głowy, próbowałem zagłuszyć jej obraz widokiem losowych nagich piersi jakiejś kobiety, ale mi nie szło! Cycki przestały działać! Chyba jestem chory...
Po raz kolejny wyrzucam ją z głowy, gdy monotonny, mechaniczny głos oświadcza, że jestem na miejscu. Zwalniam więc i zjeżdżam na pobocze, a wtedy już wiem — to musi być pomyłka! Gaszę silnik i własnym oczom nie wierzę — to samo ogrodzenie, ta sama brama, za którymi dosłownie kilka godzin wcześniej zniknęła tajemnicza panienka ze śliwką. Sprzątaczka.
Ja pierdolę.
To bardzo śmieszny zbieg okoliczności, że moja najnowsza dziewczynka od stukania mieszka akurat w tym domu. Jakie to... pokręcone. Wysiadam z auta i ostatkiem sił hamuję się przed wciśnięciem guzika domofonu. Po cholerę chcę tam wchodzić? Przecież wystarczy zadzwonić do Brigitte i poprosić, by po prostu wyszła. Jesteśmy umówieni... Wiem dlaczego ledwie panuję nad chęcią przekroczenia tych progów — chętnie zobaczyłbym Romy podczas sprzątania, najlepiej gdyby myła wtedy podłogę, na kolanach...
Ja pierdolę! — powtarzam cicho i natychmiast pozbywam się sprośnych myśli. Nie pasują mi do niej... Zawstydzają mnie. Cholera jasna! Co jest ze mną nie tak? Dlaczego wciąż nie mogę się uwolnić od tej panienki? Przecież nawet nie była ładna...
Po raz kolejny przeczesuję włosy palcami i rozważam nawet odpalenie papierosa, ale to nie w moim stylu. Nie chcę, żeby waliło ode mnie czymkolwiek, co mogłoby powstrzymywać Brigitte od poddania mi się na te kilka miłych godzin. Chociaż... nie sądzę, żeby miała wielkie opory... Ona to po prostu lubi, a ja mam zamiar dać jej tyle, ile tylko zdoła wytrzymać.
Oto i ona! Podnoszę wzrok, gdy brama zaczyna się odsuwać, skrzypiąc cicho. Najpierw zwracam uwagę na długie, jasne nogi, dopiero później na resztę. Jest piękna w całej swej okazałości. Uśmiecham się szeroko, firmowo — dla mnie to chleb powszedni. Wiem, że nie będę musiał długo jej uwodzić, ani bajerować, ale te całe podchody niezmiernie mnie rajcują! Czuję się porządnie nakręcony, choć nawet jej jeszcze nie dotknąłem...
Miło znów cię widzieć! — piszczy uradowana i rzuca mi się na szyję, biodrami prowokując mnie do automatycznego zsunięcia dłoni na jej pośladki. — Bardzo tęskniłeś?
Wdycham zapach jej włosów i mam ochotę prychnąć w nie w reakcji na ten żart — jestem Andi Wellinger, nie tęsknię za nikim, bo to ja każę innym tęsknić za mną. Oczywiście nie mówię tego na głos, a jej mina, gdy wreszcie się odsuwa, wskazuje mi, że dobrze zrobiłem. Czeka na odpowiedz. Pytała poważnie...
Eee... jasne! — kłamię bez mrugnięcia okiem i dla odwrócenia uwagi całuję ją z zaskoczenia, prosto w usta, mocno i namiętnie.

***

Lądujemy w łóżku niemal tak szybko, jak tylko zamykają się za nami drzwi hotelowego pokoju. Mam gdzieś, że ktoś mógł mnie widzieć i powstaną plotki. To jest do ogarnięcia, taka afera obyczajowa, a moje pragnienie, by po raz kolejny być z nią i w niej nie da się poskromić. 
Popycham ją na materac i natychmiast nakrywam własnym ciałem. Nie staram się być delikatny, ani nie bawię się w uprzejmości, bo wiem dokładnie, że ona ich nie potrzebuje. Mruczy cicho, a jej powieki są lekko przymknięte. Nie protestuje, gdy szarpanymi ruchami pozbawiam ją bluzki i spódnicy. Zaczyna chichotać, co odrobinę wyprowadza mnie z równowagi, ale tylko na chwilę — widzę ją pod sobą, chętną i ciepłą. Nie mogę myśleć o niczym, dopóki się nie będzie całkiem moja tego wieczora.

***

Budzę się nagle, gdy na zewnątrz jest jeszcze ciemno. Po omacku szukam swojego telefonu. Jest trzecia nad ranem, a ja leżę w hotelowym pokoju kompletnie zaspokojony i... całkowicie pusty w środku.
To jest dziwne uczucie — pieprzyłem się przez pół nocy jak szalony z piękną dziewczyną, która teraz cicho pochrapuje obok mnie, a wciąż czegoś mi brak. Usiłuję wmówić sobie, że po prostu jestem głodny, ale to jest zupełnie śmieszne i w ciemności przewracam oczami w reakcji na własną głupotę. Jak zwalczyć to uczucie pustki? Jak zagłuszyć dziwaczną tęsknotę za czymś, czego nie znam i nawet nie rozumiem? Mam pewien pomysł, ale wiem, że to załatwi sprawę tylko na chwilkę... Da zapomnienie na jakiś czas, a później to głupie uczucie wróci i będę musiał znów szukać... a później znów... i znów.
Mimo wszystko budzę Brigitte i pozwalam, by się mną zajęła. Nie wygląda na szczególnie obrażoną, a jej ręce są tak przyjemnie delikatne. Wciskając głowę głęboko w materac usiłuję zapomnieć i skupić się jedynie na kontakcie jej skóry z moją, ale tym razem to nie pomaga. Muszę zacisnąć zęby. 
Coś nie tak? — słyszę, gdy jej dotyk nagle znika.
Co mam jej powiedzieć? Jest wspaniała, najlepsza z tych, które miałem do tej pory, ale po raz kolejny czuję, że to nie to... Nie, żebym szukał związku, czy innych romantycznych bzdur! Sam już nie wiem czego chcę. To przyszło znienacka, całkiem niedawno — poczułem, że czegoś mi brak. Wypaliłem się chyba, albo zaliczanie tych wszystkich podobnych do siebie dziewczyn stało się dla mnie rutyną i zwyczajnie zaczęło mnie nudzić. Tylko skąd to dziwne, palące uczucie pustki? Jakbym czegoś szukał, albo nie... jakbym czekał! Tak, czuję to dokładnie. Oczekiwanie. 
Nie jestem myślicielem, czy filozofem. Nigdy nie byłem. Brałem to, co dawało mi życie, korzystałem z niego pełnymi garściami, bo mogłem. Do tej pory mogę... Co z tego, skoro to wszystko nie ma już dla mnie wielkiego znaczenia, ponieważ dostaję na tacy każdą zachciankę, łącznie z kobietami... To jest jak sport, tylko łatwiejsze. Brać, co dają i dawać z siebie wszystko, oprócz prawdziwego ja... 
Czasami już nie czuję się sobą... Jestem doskonałym niemieckim produktem marketingowym, bo oprócz talentu do skakania mam jeszcze ładną buźkę i jestem młody. To się sprzedaje, a dzięki temu chucha na mnie i dmucha cała masa ludzi. Męczę się, z każdym dniem coraz bardziej... 
Musisz się postarać — mówię jej, kiepsko kryjąc irytację.
Zapada kolejna chwila ciszy i słyszę jedynie swój oddech. Chyba się wkurzyła... Rozważam już rzucenie jej kilku słów na przeprosiny, ale nie muszę... Moje usta otwierają się szeroko, a palce wędrują do jej włosów, gdy czuję gorący język na brzuchu. Tak, to zdecydowanie pozwala mi wyłączyć filozoficzne rozmyślania mojego zmęczonego umysłu.
Postarałam się wystarczająco? — pyta z nutą ironii w głosie kilka minut później, zostawiając mnie zdyszanego w skotłowanej pościeli, gdy wychodzi do łazienki.
Jestem cholernie słabym okazem faceta... Uspokajam oddech i myśli. To było... Wolę nie zastanawiać się, kto mógł nauczyć ją takich rzeczy, bo z pewnością nie nabyła tego rodzaju wiedzy z książek. Jeszcze nigdy żadna... To było coś nadzwyczajnego. Przewracam się na brzuch i wtulam policzek w poduszkę, zamykając na chwilę oczy. Odprężam się, czując coraz większą senność. Zapominam o Brigitte i jej wspaniałych umiejętnościach, zapominam o zmartwieniach. Doskonale czuję, że za chwilę zasnę, bo chyba zaczynam śnić. Właśnie wtedy to się dzieje...
Litości! — wołam, podnosząc się na rękach, jakbym chciał robić pompki.
Zastygam w tej pozycji i gapię się w niewyraźny zarys ramy łóżka, który mam tuż przed nosem — ona wróciła, znowu! To Romy! Zobaczyłem pod powiekami jej twarz widoczną z profilu, dokładnie tak, jak to miało miejsce w samochodzie — firanka czarnych rzęs, niewielki nos i pełne usta. Jej włosy powiewały na wietrze, gdy bladą dłonią próbowała doprowadzić je do porządku, a ja usiłowałem nie patrzeć na nią we wstecznym lusterku, choć wcale mi się to nie udawało. Spojrzałem po raz kolejny, ona także... nasze oczy się spotkały i... bum! Nigdy nie zapomnę tego momentu, bo włosy na karku stanęły mi dęba w reakcji na to dziwne uczucie, które mnie ogarnęło. 
Ręce mi drętwieją, więc szybko zwalam się na łóżko całym ciężarem i głośno wypuszczam wstrzymywane powietrze — co do licha? Dlaczego znów myślę o tej sprzątaczce? Właśnie teraz, gdy kilka metrów dalej bierze prysznic jasnowłosa miss Niemiec? Serio, Andreas? Serio? Muszę się roześmiać, nie ma innej rady. Czyżbym do reszty zgłupiał? Dźwigam rozbudzone już ciało z materaca i natychmiast udaję się do łazienki marząc, by drzwi były otwarte. Tak też jest, a za nimi ukazuje mi się widok tak wspaniały, że nawet zastępy tajemniczych, rozmarzonych panienek o zagadkowym spojrzeniu nie są w stanie mnie od niego odwrócić.
Jesteś nienasycony... — słyszę, więc kiwam głową i zbliżam się do niej niczym lew do swojej ofiary. Tylko, że ona nie jest ofiarą. Ona ma władzę.
Miałem koszmar, więc musisz mnie pocieszyć — wyznaję, robiąc minę godną małego chłopczyka, a w świetle lampy mogę doskonale widzieć, jakie to robi na niej wrażenie.
Zawsze... — odpowiada i gestem zaprasza mnie do siebie.
Korzystam. Nie mam nic ciekawszego do roboty.

***

 Następnego dnia znów jestem z nią umówiony, i to mnie dziwi. Nigdy nie bawiłem się w takie sprawy jak kolejne randki, choć nie wiem, czy można będzie nazwać to randką, skoro na samym początku nie będzie bzykanka... Mam jechać z nią do cukierni. Tak, cukierni. Po tort dla jej siostry, która kończy osiemnaście lat. Hmmm, kolejna jasnowłosa piękność? Być może wkrótce będę mógł pocieszyć jednego z moich kumpli towarzystwem takiej damy, i to nawet młodszej niż Bri. Tylko... co ja myślę? Nie będzie żadnej okazji, żeby to zrobić, bo nie zamierzam przecież spotykać się z blondyną już ani razu więcej. Takie codzienne kontakty są niebezpieczne, człowiek się przyzwyczaja, a później... Nie, nie ma mowy! To ostatnie spotkanie z Brigitte — przemęczę to urodzinowe przyjęcie, później przelecę ją kilka razy w mniej lub bardziej losowych miejscach, po czym zniknę, tak jak lubię. Bez słowa, bez pożegnań. Bardzo w moim stylu.
Jest popołudnie, więc mogę pójść na drinka. Wysyłam wiadomość do Wanka i nie muszę czekać zbyt długo na jego odpowiedz, która oczywiście jest pozytywna. Moczymorda! Widzę go z daleka, gdy docieram do małego baru, w którym lubimy przesiadywać — jest kameralnie, a barman nie pyta o wiek i dokumenty, ani nie ocenia, gdy masz już zdecydowanie zbyt wysoko w czubie.
Wellinger, na kogo się stylizujesz? — woła mój kumpel, podając mi rękę na przywitanie. — Nykaenen czy Olli?
Unoszę brwi, odwzajemniając uścisk i w ogóle nie wiem o co mu biega. Śmieje się głośno, uchylając drzwi, które skrzypią głośno. Wchodzimy do pomieszczenia zupełnie wolnego od ludzi, jeśli nie liczyć wysokiego mężczyzny za barem, który poleruje szklanki, jakby spodziewał się tłumów, choć te nigdy nie nadejdą.
Co jest nie tak z Finami? — pytam, siadając na wysokim krześle przy samej ladzie. Pachnie tam czystością i chłodem, choć na zewnątrz zaczyna robić się gorąco.
Jest pora obiadowa, głupku. Kto w takim czasie pije cokolwiek mocniejszego od wina? — wyśmiewa mnie, zamawiając dwa drinki. — Chyba tylko ruscy.
Kiwam głową, rozważając jego słowa.
Polacy? — wspominam, patrząc mu prosto w oczy i wiem, że zaraz sobie przypomni jak pewnego dnia zmasakrowaliśmy się z Polakami jeszcze zdecydowanie przed obiadem.
Zapomniałbym o naszych kolegach! — woła, waląc pięścią w blat, a sporych rozmiarów barman mierzy go uważnym spojrzeniem. — Kto by pomyślał, że Kot ma tak mocną głowę...
W odróżnieniu od ciebie — prycham, a w tym samym czasie ląduje przede mną solidna szklanka pełna lodu i brunatnego płynu. — Twoje zdrowie, przyjacielu.
Alkohol bardzo piecze w ustach i od razu idzie mi w głowę, bo nic konkretnego jeszcze nie jadłem. Między sezonami odżywiam się okropnie i tylko młody wiek sprawia, że wciąż pozostaję w formie. Podnoszę wzrok i przez chwilę mam przed oczami dwóch Wanków... dwie krzywe, przebrzydłe mordy mojego najlepszego kumpla, którego kocham i nie znoszę.
Mocne... — chrypi z zadowoleniem, zamawiając drugą kolejkę.
Nie mam zamiaru go powstrzymywać, choć jak tak dalej pójdzie, to urżnę się konkretnie i wieczorem nie będę w stanie prowadzić. Procenty zaczynają krążyć w żyłach, więc uśmiecham się wesoło do niego i swojej szklanki. Piję. Muszę pamiętać o Brigitte... Tylko kim ona jest? Ja wszystko mogę, ale nic nie muszę! Jeśli będę chciał upić się z Wankiem i przespać resztę dnia oraz całą noc, to tak po prostu zrobię. Jestem wolnym człowiekiem — z nikim przecież ślubu nie brałem.
Jak tam twoja dziewuszka? — pyta, mrużąc oczy. Widocznie poszło mu nie tam, gdzie trzeba. Nigdy nie umiał pić jak człowiek.
Dobrze, a jak ma być? Dzisiaj zmienię ją na nowszy model — odpowiadam, wzruszając ramionami i wlewam sobie kolejną zawartość szklanki wprost do gardła.
Marszczy brwi, zdziwiony. Nie wiem o co mu chodzi. Już zdążył się upić, że gapi się jak jakiś debil? 
To kiedy się z nią spotkałeś? — pyta.
Wczoraj wieczorem, a później bzykałem ją całą noc, dopóki nie zaczęła jęczeć i wołać pomocy... — oświadczam z zadowoleniem, a barman prycha, więc prostuję się na stołku i rzucam mu spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Wank wygląda na zdruzgotanego i teraz już zupełnie nie wiem co się z nim dzieje.
Nie wyglądała na łatwą — dziwi się. — Widocznie przy tobie naprawdę wszystkie głupieją i gubią majtki...
Dociera do mnie, że chyba się nie zrozumieliśmy, albo mój kumpel cierpi na zaniki pamięci... bardzo znaczne zaniki pamięci.
Przecież wiedziałeś, że ją stukam! Robiliśmy to już w jakąś minutę po pierwszym spotkaniu — przypominam, irytując się odrobinę. Nie lubię, gdy ma te swoje momenty zawieszenia.
Wali się w czoło otwartą dłonią, a plaskający odgłos jest głośny, co denerwuje barmana, bo odstawia wytarte szklanki zdecydowanie zbyt nerwowo. Chyba ma nas dość...
Ty mamuci bobku, nie chodziło mi o blondi, tylko o dziewuszkę, która się z nami wiozła do domu... a raczej do miejsca pracy! — tłumaczy i wtedy dopiero rozumiem. — Pytałem o Romy!
Nie, tylko nie ona! Po co ją wspomina, gdy jestem nawet odrobinę wstawiony? To mnie wkurza... Ona sprawia, że staję się niespokojny, choć przecież wcale jej nie znam! 
Skąd mam wiedzieć? — burzę się, prosząc o kolejnego drinka, którego natychmiast wychylam, wyrywając szklankę z ręki wkurzonego barmana. — To nie jest moja dziewuszka, więc oszczędź sobie takich określeń...
Unosi obie ręce w obronnym geście.
Spoko, myślałem, że ją znasz, skoro zaprosiłeś ją do swojego świętego auta — mówi pojednawczo. — Nie była to typowa piękność, w jakich gustujesz, ale miała w sobie coś takiego, że aż chciało się na nią patrzeć. Nie wiem, czy zauważyłeś...?
Nie! — ryczę od razu i temat zostaje zamknięty.
Milczymy ładne parę chwil i cisza zaczyna mi ciążyć, choć alkohol uderzający falami do głowy robi swoje, dopóki nie otrzeźwia mnie odgłos otwieranych drzwi. Nie obracam się, ale na twarzy Wanka widzę zainteresowanie, i to spore, więc mogę nawet nie zgadywać, że do środka weszła właśnie kobieta... 
Akurat są dwie — mruczy, nachylając się w moją stronę. Unoszę brwi. — Szału nie ma, ale pogadać zawsze można.
Potrząsam głową na znak sprzeciwu. Nie chcę poznawać panienek, rzygam tym już od jakiegoś czasu, no chyba że są niesamowite, jak Brigitte. Zostajemy na swoich miejscach, a nowo przybyłe zajmują dwa stołki nieopodal. Są do bólu przeciętne i chyba zmęczone. Nie okazuję zainteresowania, a minuty mijają. Wiem, że się na nas gapią — być może nawet kojarzą nasze twarze z telewizji. Wank kopie mnie w stopę, ale nie reaguję, trzeźwiejąc zdecydowanie zbyt szybko...
Postawisz mi drinka? — słyszę tuż nad prawym uchem, gdy gorący oddech jednej z tych dziewczyn łaskota moją skórę. Nie czuję nic, zupełnie nic.
A co, przewrócił ci się? — prycham ironicznie, obrzucając ją swoim najmniej zalotnym spojrzeniem.
Kątem oka widzę jak Wank przesuwa dłońmi po twarzy i wzdycha głośno. Mam to w dupie, bo jestem zły. Dziewczyna patrzy na mnie wielkimi oczami, a po chwili odwraca się na pięcie i wraca na swoje miejsce szepcząc wystarczająco głośno jedno słowo: — Dupek. 
Moje drugie imię...

***

Tępy ból pulsuje w moich skroniach, gdy przemierzam ulice miasta. Specjalnie opuściłem dach w samochodzie, żeby ostatnie opary wypitego alkoholu mogły całkowicie się ulotnić, bo wstyd byłoby się przyznać przed taką damą, że schlałem się jak świnia we wczesnych godzinach obiadowych.
Miasto tętni życiem — jasno oświetlone ulice pełne są młodych ludzi, w tym także dziewczyn, które na pewno chętnie dałyby się zaprosić do takiego auta na małą przejażdżkę, a później też i na niezobowiązujący seks. Nie wiem, czy powinno mnie to cieszyć, czy brzydzić. Chciałbym... chciałbym poznać kogoś, kto nie jest taki jak ja — znudzony zepsuciem własnym i reszty świata. Co jest złego w zdobywaniu, staraniu się o kogoś? To wszystko przychodzi mi zbyt łatwo! Nie mówię tego na głos i nie wie ani Wank, ani nawet Richard, ale przestało bawić mnie to całe zamieszanie wokół mojej osoby. Czasami mam ochotę po prostu zniknąć, bo czuję, że to wszystko nie ma sensu... Moje życie jest pasmem męki na treningach, nerwów w czasie konkursów i ostrego imprezowania w wolnym czasie. Czy tylko tyle mnie czeka? Zawsze tak już będzie? 
Otrząsam się z tych głupich, późnowieczornych rozmyślań, gdy muszę przyhamować na czerwonym świetle. Wtedy całkowicie już trzeźwieję i postanawiam wrócić do własnego ja, ignorując ten durnowaty głos w głowie, który krzyczy: Stać cię na więcej! Musisz się zmienić!
Chrzanię to! — mówię na głos, zaciskając dłonie mocno na kierownicy i ruszam z piskiem opon zostawiając za sobą swąd palonej gumy, zanim światło zmienia się na zielone.

***

Znów jestem tam, pod tym domem. Patrzę szeroko otwartymi oczami na odsuwaną właśnie bramę i nie mogę nawet spodziewać się tego, co wydarzy się w ciągu kilkunastu najbliższych minut. Nie przyznałbym się nikomu, w tym i  samemu sobie, że żołądek skręca mi się ze zdenerwowania, co nie jest zdecydowanie w moim stylu. Dlatego też powtarzam w myślach, że po prostu tam wejdę, wniosę ten cholernie wielki tort i będę sobą — oleję wszystko i wszystkich, a później zabiorę Brigitte na pożegnalne bzykanie, które uświetnię wiadomością o moim rychłym wyjeździe z kraju. Potrafię doskonale kłamać, gdy zajdzie taka potrzeba...
Bri trajkocze jak katarynka i tylko pamięć jej wspaniałych umiejętności łóżkowych powstrzymuje mnie przed ucieczką od tego gadania. Opowiada o swojej siostrze. Co mnie obchodzi jej siostra? Przecież nie przelecę jej z okazji osiemnastych urodzin, litości! Na taki prezent musiałaby sobie zasłużyć, nawet jeśli jest równie piękna jak jej starsza siostrzyczka.
Uniesiesz? — słyszę, gdy nachylam się do bagażnika, by wyciągnąć kupę ciasta biszkoptowego poskładaną w jakieś wymyślne okręgi.
Prostuję się natychmiast, prawie uderzając tyłem głowy w klapę. Głupi uśmiech niedowierzania wypływa na moją twarz, gdy patrzę na nią krzywo i trochę ze złością. Jak może pytać o coś takiego, skoro jestem facetem? Uniosę ją, więc z tortem też sobie poradzę, bo nie należy ona do drobnych kobietek. Też mi coś, pyta czy dam radę!
Nie było pytania... — tłumaczy, lekko zawstydzona. 
Kiwam głową na znak aprobaty i po raz drugi schylam się po tort. Napinam mięśnie i... kurwa, rzeczywiście jest ciężki! Nie daję tego po sobie poznać, ale sztangi na sali treningowej bywają lżejsze, niż ta masa niepotrzebnych kalorii.
Prowadź — mówię do niej, ponieważ stoi tylko i gapi się na mnie cielęcym wzrokiem. Nie mogę pokazać, że mój kręgosłup odwykł od takich obciążeń, bo zaniedbałem ćwiczenia.
Ostrożnie stawiam każdy krok i jakoś udaje mi się nie zrobić z siebie idioty. Docieramy już prawie do drzwi, gdy potykam się lekko na kamykach, którymi wysypany jest podjazd. Wstrzymuję oddech i łapię równowagę, a Bri piszczy cicho, zatrzymując się w miejscu. Rzucam jej karcące spojrzenie i nie wierzę, że tak szybko potrafi zmienić się z kocicy w prawdziwą panikarę. 
Całe szczęście, że dałeś radę go utrzymać! — mówi z ulgą, a ja ruszam do przodu, po czym dodaje szeptem: — Romy nie spodziewa się żadnego tortu...
Tylko schody ratują mnie przed upokarzającym upadkiem w sam środek lukrowanego ciasta, gdy potykam się po raz kolejny i padam na kolana tuż przed pierwszym schodkiem. Co ona powiedziała?! Jaka Romy? Romy jej siostra, czy Romy sprzątaczka? Jej siostra nazywa się tak jak sprzątaczka? Coś takiego, do jasnej cholery! Mam chyba stan przedzawałowy, bo moje serce zaczyna bić wszędzie, nawet w gardle. Co ja wyprawiam?
Jest cały? — piszczy Bri, podbiegając do mnie.
Tak — warczę i staję na nogi.
Udało mi się oprzeć tackę na jednym ze stopni i tort tylko zachwiał się nieznacznie, odpadło też kilka ozdób, ale doszedłem do wniosku, że to i tak nic takiego...
Co się z tobą dzieje, Andreas? — pyta, gdy znów podnoszę ciasto z niemym jękiem wysiłku. — Jesteś pijany?
Prycham i głową wskazuję jej, by otworzyła wreszcie te cholerne drzwi, zanim znów zrobię z siebie debila, bo się przesłyszałem. Musiałem się przecież przesłyszeć! W takich domach nie mieszkają zwykłe panienki ukrywające dziecko w klasztorze... 
Pomimo tego, że idę, to całe moje ciało wzbrania się przed przejściem przez próg. Tam jest gorąco i głośno, a dalej, w salonie, aż roi się od ludzi. Słyszę to jedynie, bo widok przesłania mi tort. 
Idz powoli i prosto, dopóki cię nie zatrzymam. Droga wolna.
Czuję się jak głupek, gdy tak kroczę sobie po cudzym salonie, wśród kompletnie nieznanych ludzi. Denerwuję się... Cholera jasna, ja się denerwuję! Ręce zaczynają mi się pocić i drżą. Chcę już odstawić ten tort i spadać gdzie pieprz rośnie. Ona nie powiedziała: Romy. Nie... Nie zobaczę jej tutaj. Posprzątała przed imprezą i wróciła do swojej córeczki, do klasztoru. Tam, gdzie jej miejsce... Odstawię gdzieś tort, a moim oczom ukaże się młodsza kopia Brigitte — piękna i równie wspaniała. 
Gdzie ta seksowna osiemnastka? Mam tu dla niej małe co nieco... Sto lat, sto lat, czy jak to leciało?! Brigitte, śpiewaj razem ze mną! — wołam, robiąc z siebie kompletne pośmiewisko, ale nerwy odbierają mi rozum.
Słyszę ich śmiechy, a czyjaś dłoń zatrzymuje mnie w miejscu. Ktoś coś zapala, chyba pstryknęła zapalniczka... Raz, a później kolejny. Oddycham płytko, ale jeszcze dość spokojnie. Męski głos każe mi postawić tort na stoliku i tak też robię, a w sekundę później dzieją się rzeczy, które dosłownie mnie oślepiają — trochę niezdarnie opuszczam ciasto na drewniany blat w momencie, gdy race umieszczone na czubku wybuchają, a między nimi i snopem wypuszczanych iskier widzę kompletnie zdziwioną, ale jakże znajomą twarz.
Romy. Romy sprzątaczka? Nie. Romy siostra Brigitte.
Dopiero teraz dostrzegam podobieństwo...

***

Andreasie, pozwól, że przedstawię ci moją ukochaną młodszą siostrę!
To jedno zdanie całkowicie mnie dobija... Tylko nie wiem czemu! Czym ja się przejmuję i dlaczego gapię się na brunetkę szeroko otwartymi oczami? Wygląda inaczej... Widzę ją dokładnie, a mój mózg rejestruje to, że pod sportowym dresem skrywała piękne ciało i gładką, bladą skórę. Jej twarz... Nie, nie mogę na nią patrzeć! Jej oczy są ciemnoniebieskie, ale jakby zimne... lodowate. Czy to tylko dla mnie z jej spojrzenia wieje chłodem? Jest zła, widzę to doskonale.
Romy, to Andreas.
Wiem, że moja dłoń jest wilgotna od potu, ale nie mam innego wyjścia — chwytam jej mniejszą i zimną, ściskając może nawet zbyt mocno. Nie panuję nad nerwami, choć próbuję udawać opanowanego. Race wciąż wystrzeliwują tysiące iskier, a ja nie mogę oderwać wzroku od jej twarzy, ani puścić jej wolno. Zupełnie bez powodu... Nie ma dla mnie Brigitte, nie ma innych ludzi. Wspomnienie dziewczyn, które znałem wcześniej blednie i ulatuje w niepamięć, ponieważ po raz pierwszy w życiu nie widzę w kobiecych oczach zainteresowania moją osobą. Te są smutne i zimne, choć niezaprzeczalnie jest w nich zdziwienie i coś jeszcze... nie mogę tego nazwać. 
Wyrywa rękę z mojego uścisku i spuszcza wzrok, gdy ktoś inny łapie mnie za ramię. Nie patrzę kto to, bo doskonale wiem — Brigitte, wciąż tu jest. Całuje mnie w policzek i pyta czy jej siostra jest słodka... Miałbym na nią milion innych określeń, ale nigdy nie byłoby to "słodka"... Blondynka wskazuje na jej zawstydzenie, ale ja tego nie widzę — ona się złości, a nie wstydzi! Czy Brigitte jest ślepa, czy tak mało zna własną siostrę, żeby te rumieńce zdobiące jej policzki uznać za objaw wstydu? 
Znów zostajemy sami w naszej małej przestrzeni wzajemnej obserwacji, bo Brigitte oddala się, by kroić tort. Tak sądzę. Stukają talerze, goście — których wcześniej słyszałem, ale wcale nie zauważyłem — zaczynają znów rozmawiać, a ja stoję tam i po prostu nie mogę oderwać wzroku od tej dziewczyny, choć przecież nie jest zupełnie w moim guście i sam nie wiem czego od niej chcę...
Moje ciało wzdryga się automatycznie, gdy ona się do mnie nachyla. Sposób, w jaki włosy muskają jej policzek i kącik pełnych ust sprawia, że robi mi się gorąco. Oddech mam ciężki jak po biegu, ale udaję, że wszystko jest ok.
Mogłeś przedstawić się wcześniej — słyszę i reaguję na jej głos inaczej, niżbym tego chciał. — Wiesz, na przykład, gdy podwiozłeś mnie pod dom. Nie...
 Zaciskam dłonie w pięści, bo ona nic nie rozumie! Po co miałem się przedstawiać, skoro mnie nie interesowała i nie miałem pojęcia, że zaledwie dzień wcześniej poznałem jej siostrę! Po co miałem to robić? Faceci się tak nie zachowują... Tylko, że teraz... Gdybym poznał ją dziś, w innych okolicznościach — to jej przedstawiłbym się jako pierwszy...
Nie wiedziałem! — syczę, a w myślach układam jakiś zgrabny powód, którym się wytłumaczę. Cholernie mnie do niej ciągnie i muszę to przyznać, gdy nachyla się jeszcze bliżej, a ja mogę poczuć zapach jej skóry. O czym miałem powiedzieć? No tak, nie przedstawiałem się z wiadomego powodu... — Nie miałem pojęcia. Myślałem, że tylko tu sprzątasz!
Wiem, że te słowa wypowiedziane pod wpływem jej bliskości były błędem już w sekundę później, gdy odsuwa się na odległość ramienia, a w jej oczach coś się zapada i jakby gaśnie, rozbłyskając na nowo w momencie, w którym wyprowadza cios tak mocny i trafny, że na chwilę widzę wokół gwiazdki.
Wszystko dzieje się tak szybko, że nie mam szans nawet zasłonić twarzy. To boli, ale gorszy jest element zaskoczenia i furia widoczna na jej twarzy, choć chwilę później wszystko — moje zdziwione westchnienie, szmer głosów ludzi i podniesiony głos Brigitte — tonie w okropnym wrzasku bólu, gdy Romy łapie się za nadgarstek, a z jej oczu tryskają łzy. 

***

 
Moje drogie dziewczęta!


Muszę Was przeprosić za to, że zwlekałam z udostępnieniem tego rozdziału, ale powód był, i to spory. Nie chcę się tu nad tym rozwodzić, bo na pewno Was to nie zainteresuje ;) Podchodziłam do końcówki rozdziału kilkanaście razy i opisanie ich spotkania oczami Wellingera sprawiło mi dużo kłopotów, ale zdołałam je pokonać. Zmieniłam odrobinkę koncepcję opowiadania, bo wpadłam na wspaniały pomysł skomplikowania fabuły jeszcze bardziej! Dziwię się, że wcześniej tego nie wymyśliłam... Myślę, że się Wam spodoba.
Chciałabym też zaznaczyć, że możecie tu traktować naszego bohatera jako odrobinę starszego, niż w rzeczywistości jest właściciel jego danych — mój Welli ma lat dwadzieścia jeden i będzie stawał się coraz większym skurwielem z rozdziału na rozdział ;) Zapomniałam o tym wspomnieć na samym początku, jak i o tym, że będą pojawiały się przekleństwa i czasem też sceny +18, choć nie jakieś znowu drastyczne. Czytacie na własną odpowiedzialność i z góry przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony.
Mam nadzieję, że taki rozwój wypadków przypadnie Wam do gustu. Dziękuję za wszystkie opinie, pytania i ogólne zainteresowanie opowiadaniem, bo się tego nie spodziewałam. Przepraszam za błędy i pozdrawiam serdecznie! :*

24 komentarze:

  1. Jak zwykle świetnie ! :) Wiem, że ciężko Ci się pisze z perspektywy mężczyzny, ale bardzo dobrze to się czyta. Warto trochę dłużej poczekać, bo efekty są świetne :)
    Andreas to cham, prostak, świnia, debil.. Jeszcze wiele niezbyt miłych określeń ciśnie się na usta, ale ten niewyżyty seksualnie idiota potrzebuje takiej prawdziwej miłości i mam nadzieję, że w końcu ją znajdzie. U boku Romy oczywiście ;) Śmiałam się z niego i jego przemyśleń. Ci faceci.. Tylko jedno im w głowie, ale widać, że Andi zaczyna już myśleć trochę inaczej i wiem, że uzupełnisz mu tę pustkę, którą czuje ;)
    Aż się nie mogę doczekać jak Ty to jeszcze pokomplikujesz.. Coś Ty wymyśliła ?? ;)
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział :) Życzę weny :* :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Herezji super rozdział! Jestes niesamowita masz talent, powtarzam to pod kazdym rozdziałem haha :p no ale naprawdę mega i długi a to mi sie bardzo podoba! Mam nadzieje ze kolejny rozdział pojawi sie jeszcze w wakacje? :) pozdrawiam ciepło w ta kapryśna pogodę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej.
    Jak ja kocham JEGO narrację. Boże, naprawdę, kocham.
    Już kiedyś pisałam o tym, że uwielbiam wielowymiarowość tego chłopaka, prawda? W tym rozdziale ta wewnętrzna rozterka była jeszcze bardziej widoczna, a mi samej serce się krajało, gdy to czytałam. Może jestem nienormalna czy coś, prawdopodobnie. Nigdy nie będę mieć go za popieprzeńca, serio! Swoją drogą nie wiem czemu, ale sądzę, iż jest jeszcze bardziej zagubiony aniżeli Romy.
    Ja bym napisała więcej, kochanie, niemniej dziś złamałam sobie palca i to u ręki prawej, więc w klawiaturę klepie mi się tak średnio, bo cały czas boli.
    W każdym bądź razie jestem oczarowana, a Ty, skarbie jesteś absolutnie genialna.
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. lubię tego skurwiela (aż wstyd się przyznać :D) i lubię to, że Romy go uderzyła, bo mu sie należało, a zresztą pokazała, że ma charakterek

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się, że opisujesz wydarzenia zarówno z perspektywy Romy, jak i również Andreasa. Fajnie wiedzieć, co siedzi w głowach obojgu i jak postrzegają nie tylko zaistniałą sytuację, ale również samych siebie.
    Poza tym, ja pierdolę, cycki już nie działają, oh Gott, Wellinga wygrał rozdział hahaha :D
    Reasumując, jesteś niesamowita i genialnie piszesz ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się, że opisujesz wydarzenia zarówno z perspektywy Romy, jak i również Andreasa. Fajnie wiedzieć, co siedzi w głowach obojgu i jak postrzegają nie tylko zaistniałą sytuację, ale również samych siebie.
    Poza tym, ja pierdolę, cycki już nie działają, oh Gott, Wellinga wygrał rozdział hahaha :D
    Reasumując, jesteś niesamowita i genialnie piszesz ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam to jak Andreas opisuje to co dzieje się w jego życiu i bardzo mi się podoba, że ukazujesz obie perspektywy, dzięki czemu wiemy w jaki sposób oni myślą o określonych wydarzeniach. Chociaż ich myśli to kompletne przeciwieństwa, no ale Andi nie ma bagażu doświadczeń takiego jak Romy.
    I w sumie cieszę się, że dostał w ryj, bo zasłużył za głupie gadanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Strasznie przepraszam, że nie skomentowałam poprzednich rozdziałów, ale w końcu pojechałam na upragniony wakacyjny wyjazd i ograniczyłam się jedynie do samego czytania. Nie lubię już Wellingera, jego sposobu myślenia oraz charakteru. Większym dupkiem już nie można być, dlatego jestem niezmiernie zadowolona, że został upokorzony ciosem w policzek na oczach wszystkich gości. Należało się :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam kolejne Twoje opowiadanie i uważam, że jesteś świetna w tym co robisz. Twoje postaci są barwne, każda jest inna i posiada swój własny charakter i pewne cechy, które odróżniają ją od innych. Nie są bezbarwne i stworzone według stałego i nudnego schematu. Czekam na kolejne rozdziały i twoje opowiadania bo lubię przenosić się w świat Romy i Andreasa. Pozdrawiam i życzę przyjemności z pisania.
    Emilia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział! ;d Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie. Piszę ten komentarz w pośpiechu więc powiem tylko, że z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! ;) Tylko nie każ nam czekać już tak długo...
    Pozdrawiam gorąco! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem pod wrażeniem jak wspaniale potrafisz opisywać emocję tkwiące w człowieku.
    Rozdział z perspektywy Andreasa wyszedł Ci naprawdę świetnie. Doskonale opisane siedzące w nim odczucia oraz perfekcja co do każdej sceny. Bez problemu wyobrażałam sobie wszystko co opisujesz, jakbym oglądała serial.
    Nie mogę się doczekać, aż opublikujesz kolejną część. Jak zareagują ci wszyscy goście, gdy zobaczą co Romy zrobiła Wellingerowi? Ale jestem ciekawa! Również reakcji samego poszkodowanego.
    Przesyłam buziaki i zapraszam do mnie! ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Więc od razu uprzedzam, że mój komentarz będzie chaotyczny, bo jeszcze dobrze nie ochłonęłam po rozdziale i jestem pod wielkim wrażeniem Twojego geniuszu. :)
    "— Postawisz mi drinka?
    — A co, przewrócił ci się? " - Jak to możliwe, że Andreas nie miał ochoty na flircik. No zdziwiłam się bardzo, no bo to Andi Wellinger w końcu. xD

    "Cycki przestały działać! Chyba jestem chory..." - Hahaha, leżę i nie wstaję. Najlepszy tekst tego rozdziału. :D Po prostu uwielbiam te przemyślenia Andreasa.
    Kot ma mocną głowę? A on zawsze taki spokojny mi się wydawał. Cóż.. Polak Niemiec dwa bratanki - i do szabli, i do szklanki. :)
    Nie każ tak długo czekać za następnym rozdziałem, bo nie mogę się doczekać, jak potoczy się akcja na przyjęciu.
    Jeszcze bardziej skomplikowałaś fabułę? Wow, już się boję co też mogłaś wymyślić. :)
    Pozdrawiam cieplutko. :* // Kat.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ło Pani...
    "To bardzo śmieszny zbieg okoliczności, że moja najnowsza dziewczynka od stukania mieszka akurat w tym domu." - podziwiam za to, jak udało Ci się odciąć od Twojego stylu tworzenia postaci, obecnego w poprzednich opowiadaniach!
    Nie wiem, co wymyśliłaś odnośnie fabuły - choć mam nadzieję, że się prędko dowiem - ale na tym etapie czytając to opowiadanie przechodzą mnie ciarki. Pewnie przez tak skrojonych bohaterów i to, jak potrafisz opisywać w 1 os. l. poj. - dla mnie to sztuka magiczna, niezgłębiona :D
    Nawet nie wiem, jak skomentować Romy - ciężko mieć wobec niej jakiekolwiek negatywne odczucia, ale coś nie pozwala oceniać jej w stu procentach pozytywnie.
    Słowem - dobra robota! Rzadko kiedy komuś udaje się stworzyć takiego bohatera - a w tym opowiadaniu prawie każdy nie jest czarno-biały.
    Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział. ;)
    Andreas wiedzie naprawdę bujne życie towarzyskie. Romy chyba zaczęła być dla niego ważna, skoro nawet przy Brigitte nie może o niej zapomnieć. Bardzo podoba mi się akcja od momentu, gdy Andi i Bri idą z tortem na przyjęcie. Andreas taki zestresowany, bo już zaczął przeczuwać, że idzie na imprezę tej Romy, która zawładnęła jego rozum. I potem, gdy już się oboje zobaczyli i odbyli niezbyt miłą rozmowę.
    W dalszym ciągu popieram zachowanie Romy, bo Wellinger sobie na to bez wątpienia zasłużył.
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    K. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdążyłam zwiedzić 3 kraje, zanim w końcu dodałaś rozdział, ale jednak jest!:D Jest wspaniały i napisany w naprawdę fantastyczny sposób.
    Pod koniec rozdziału przypomniałam sobie, że w #5 napisałąś, iż Romy tworzy znaczna część Ciebie, co trochę mnie przeraziło (znając nieco zachowanie i samopoczucie Romy)..
    W każdym bądź razie nie mogę doczekać się następnego rozdziału, ósemki, dwunastki, dwudziestki.. najchętniej przeczytałabym je wszystkie naraz:D
    Ściskam mocno i życzę pomysłów (mimo iż widocznie Ci ich nie brakuje).
    miś polarny:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział świetny. Mam pytanie, niezbyt oryginalne i ,mam nadzieję, niedenerwujące: kiedy będzie nowy rozdział? :) Jestem strasznie ciekawa co dalej. DzB

    OdpowiedzUsuń
  18. Andreas jest dla mnie tak potwornie sprzeczną postacią, że nie wiem czy mam mu współczuć za nieporadność uczuciową, czy też nienawidzić za przedmiotowe podejście do kobiet...
    Zobaczymy czy Romy nic nie zmieni w zachowaniu mężczyzny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej! Bardzo dziękuję za komentarz u mnie i zostawienie linku :) Szczerze mówiąc już miałam wcześniej zabrać się za czytanie Twoich opowiadań, ale długość mnie trochę przerażała i bałam się, że nie ogarnę wszystkich spraw. Rzeczywistość okazała się inna. Bardzo lekko i przyjemnie czytało mi się ten rozdział, podziwiam za długość!
    Fabuła mega mnie zdziwiła. Czytam tutaj o Wellingerze, który jest całkowitym przeciwieństwem moich wyobrażeń o nim :D Wielki plus, że nie robisz z niego "zakochanego po uszy nastolatka", bo tyle tego jest w internecie, że aż mi niedobrze.
    Bardzo zaintrygowała mnie postać Romy, która nie oparła się urokowi Andreasa. Ciekawa jestem co z tego wyniknie. Świetny opis jego uczuć! Podziwiam za pisanie w roli Andresa i to jeszcze w czasie teraźniejszym, na prawdę robi to duże wrażenie :)

    pozdrawiam i oczywiście będę śledzić na bieżąco :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Powiem Ci , że nadal nie mogę wyjść z podziwu jak potrafisz to wszystko pięknie opisać... Czytałam jak zafascynowana mijając kolejno każde zdanie... Opis emocji i odczuć bohaterów jest niesamowicie dojrzały i przejrzysty , a fabuła niezwykle interesująca... Ciekawe co wymyślisz dalej :)
    Czekam zniecierpliwiona.
    ----
    Serdecznie zapraszam na http://wiaze-z-toba-codziennosc.blogspot.com/ , gdzie pojawiła się kolejna odsłona. Będzie Nam bardzo miło jak zajrzysz i zostawisz po sobie ślad.
    Ann.

    OdpowiedzUsuń
  21. [przepraszam za spam]
    Twój blog bierze udział w Skocznym Konkursie Wakacji 2014! Możesz poprosić każdego, by zagłosował na Ciebie w ankiecie. Powodzenia!
    Spis opowiadań o skoczkach narciarskich

    PS. Przepraszam za opóźnioną informację.

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepraszam, że jestem dopiero teraz, ale ja ostatnio za nic nie mogę się wziąć. Ale stwierdziłam, że skoro i tak nic pożytecznego nie robię to chociaż nadrobię zaległości. I oto jestem :D Chociaż rozdział przeczytałam zaraz po dodaniu to nie miałam weny na jakiś sensowny komentarz. Nie obiecuję, że ten taki będzie, ale warto spróbować :D
    Ależ ten Andi jest perwersyjny, no ja nie mogę! Można by rzecz, że nic nie robi sobie z uczuć. Po prostu ot tak zalicza kolejne laski, używa prostych słów, by je zdobyć, potem je zostawia i tak w kółko...Teraz jego zdobyczą jest Bri, ale jak zdołałam wywnioskować- nie na długo. Jak on to zgrabnie ujął...'przeleci' ją jeszcze parę razy i do widzenia- można by powiedzieć. Ale jednak tak łatwo się nie uwolni od jej rodziny, bo już się dowiedział, że Romy jest jej siostrą. A on myślał, że tylko sprzątaczką i w jego mniemaniu nie bardzo urodziwą. Mimo wszystko pojawiała się w jego głowie nazbyt często. I przez chwilę nie wstydził się myśleć o niej w 'taki sposób'. No cóż- faceci czasami myślą tylko jedną częścią ciała i w przypadku Andiego sprawdza się to doskonale. Oby to go tylko nie zgubiło.
    No i tak...Odeszłam na chwilę od laptopa i straciłam wątek :D
    I chyba już go nie odzyskam.
    Wcale się nie dziwię Romy, że strzeliła go w pysk- należało mu się jak mało komu. Nie musiał od razu gadać na głos o swoich domysłach, mógł poczekać i nic nie mówić, no ale...Czego ja od niego wymagam? :D
    Jestem przekonana, że w następnym emocji nie zabraknie :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapraszam na nową odsłonę na http://wiaze-z-toba-codziennosc.blogspot.com/ , będzie Nam bardzo miło jak zajrzysz i zostawisz po sobie ślad.
    Ann.

    OdpowiedzUsuń